Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

i znalazłam między kartkami zasuszone aksamitne róże wczorajsze...


ROZDZIAŁ XXII.
Ania z wiosną powraca na Zielone Wzgórze.

Przez otwarte okno wnikało do kuchni na Zielonem Wzgórzu chłodne jeszcze powietrze wieczoru wczesnej wiosny, a na jasnych ścianach odbijał się blask ognia, tworząc jakieś fantastyczne kwiaty. Maryla siedziała przy ogniu zajęta robieniem pończoch dla bliźniąt, lecz myślami była daleko, w krainie marzeń, co jej się teraz coraz częściej zdarzało.
— Widocznie się starzeję, — uśmiechała się do samej siebie.
Usposobienie Maryli podczas ostatnich dziewięciu lat uległo wielkiej zmianie. Schudła jeszcze bardziej, włosy przyprószyły się siwizną, ale wyraz twarzy był o wiele młodszy i weselszy. Częściej pojawiał się teraz na jej ustach uśmiech, a w oczach od czasu do czasu zapalał się płomyk łagodnej czułości.
Maryla często rozmyślała o minionych latach i o najdawniejszem swem dzieciństwie. Przypominała sobie okres swych zazdrośnie ukrywanych marzeń dziewczęcych, późniejsze lata monotonnego życia, przepełnionego pracą, nagłe przybycie Ani, która wniosła do domu jakby iskierkę wesela i beztroski i atmosferę prawdziwego uczucia, którem się potem nawet Maryla przejęła. Chwilami Maryla miała wrażenie, że właściwie żyła tylko podczas tych ostatnich dziewięciu lat, to