Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Panie, miast wielkich przeznaczenia
zgubione są wśród płynnych mas;
są jak ucieczka od płomienia
i niema dla nich ukojenia
i mija tak ich mały czas.

Tam żyją ludzie, ciężko, źle i, biada,
w głębokich izbach, z lękliwym bełkotem,
i bojaźliwsi od młodego stada;
a wdali oddech Twojej ziemi gada,
lecz oni są, a już nie wiedzą o tem.

Tam rosną dzieci u okien, gdzie krzywy
cień, jednakowy zawsze, trwa okrutnie;
nie wiedzą, że tam kwiaty krzyczą z niwy
na dzień daleki, wietrzny i szczęśliwy, —
muszą być dziećmi — i są dziećmi smutnie.

I tam dziewice kwitną w dal nieznaną,
w ciszę dzieciństwa ręce wyciągają;
lecz niema tego, na co tak czekano —
i drżąco się napowrót zamykają.
I mają w tylnych izbach zasłoniętych
swych macierzyńskich rozczarowań dni
i długich nocy bezwolne lamenty,