Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko znów będzie wielkie i potężne,
krainy proste z wody falistemi,
maleńkie mury, drzewa niebosiężne;
a zaś w dolinach wielokształtne, mężne
plemię pasterzy i uprawców ziemi.

Żadnych kościołów, co Boga chwytają
jak zbiega, jęczą i łzy wylewają
jak nad zwierzęciem złapanem tajemnie, —
domy gościnne każdemu, kto puka,
ofiarność, która zapłaty nie szuka,
we wszystkich czynach i w tobie i we mnie.

Bez wyczekiwań, wypatrywań „tam“, —
li chęć, by śmierci nie splamić haniebnie,
na ziemskich rzeczach ćwiczyć się służebnie,
by dłonie własne nie przeczyły nam.