Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Obłęd jest nocnym strażnikiem i trwa,
bo czuwa bez znużenia.
On przy godzinie każdej z śmiechem staje,
szuka dla nocy jakiegoś imienia
i zwie ją: siedem, osiemnaście, dwa...
A w ręku trzyma on trianguł drżący,
o krawędź rogu lekko trącający,
ale na rogu grać nie umie; śpiewa
i pieśnią domy wszelakie zalewa.

A małe dzieci noc spokojnie prześnią,
słysząc przez sen, że obłęd czuwa z pieśnią.
Aliści psy zrywają się z łańcucha,
po domach chodzą wielkie cienie psów;
dygoczą, kiedy pieśń mija ich głucha,
i boją się, by nie wróciła znów.