Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz choć od siebie każdy się wyrywa,
jak z lochu, co go nienawidząc gniecie, —
mimo to wielki cud jest we wszechświecie:
bo czuję: całość życia się wyżywa.
Więc kto je żyje? Czy rzeczy nieznane,
co jak melodji tony niewygrane,
jak w harfie niemej, tak stoją w wieczorze?
Czy wiatry wodne o porannej porze,
gałązki, które znaki sobie dają,
albo czy kwiaty, co zapachy tkają,
albo aleje długie, starzejące?
Czy krok idących ciepłych zwierząt może,
albo czy ptaki, obco wzlatujące?
Kto żyje życie? Żyjesz je Ty, — Boże?