Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i stoi jego czoło
tak stromo przy błyszczącem Niczem,
że z osmalonem on obliczem,
błaga o mrok wokoło.
On to jest jasnym bogiem czasu,
który w boleści rad szaleje
i często się w boleści śmieje;
więc czas go wita wśród hałasu,
moc jego świętą pieje.

Czas jako brzeg jest nadwiędnięty
u liścia bukowego.
Jako przez Boga odepchnięty
blask płaszcza złocistego, —
gdy On, co zawsze głębią był,
utrudzon swoim lotem,
przed każdym rokiem w mrok się krył,
aż się Mu włos jak korzeń wwił
w rzecz każdą ciemnym splotem.