Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Budujem Ciebie w drżących dłoni tłumie,
piętrzymy atom na atomie.
Lecz kto Cię skończy w ogromie,
Ty Tumie!

Czem jest Rzym?
Śpi w trunie.
I czem jest świat?
Obraca się w dym,
nim wieże Twe wzrosną w kopuły,
nim krocie mozaik poczuły
Twojego czoła świetny ślad.
Ale przez sen niekiedy
mogę Twe przestrzenie
widzieć całe:
po złocistego dachu lśnienie,
po fundamenty.
I zmysły me (widzę wtedy)
tworzą na Twą chwałę
ostatnie ornamenty.