Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




coś z tego, co mój głos rozluźni w zawołanie:

ty mnie

wywiązana z dwojga, bogata w co by to

w niejedno, to ręce to oczy to wszystko mnie trzyma na chwałę, na chwilę

i tak się obijam szamocę ponad krzątanie i sen, ponad niosę na chwilę na chwałę

tyle głuchoty na wysłuchanie ciemnego