Strona:Królewicz - żebrak wg Twaina.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podniesionym w ręku. Chłopczyna powtórnie poruszył się. Oczy jego otwarły się na chwilę, jakto bywa u śpiących i jednocześnie zamknęły się znowu. Zatrzymawszy oddech, pustelnik zaczął nasłuchiwać bacznie, poczem opuściwszy rękę odszedł na chwilę. Teraz zaczął zbierać po kątach izby różne gałgany i resztki sznura, któremi związał nogi króla. Następnie starzec usiłował złożyć ręce chłopca na krzyż, aby związać je również. Niestety za każdym razem Edward niespokojnie poruszał to jedną, to znów drugą ręką na przemiany. Długo tak wyczekiwał pustelnik, aż wreszcie skorzystawszy z chwili, gdy chłopczyna skrzyżował ręce, silnie je węzłem skrępował, poczem założywszy pętlicę pod brodę śpiącego, zacisnął ją mocno na głowie. Edward spał snem twardym, kamiennym!





XVIII.

Krwiożerczy sęp.


Skradając się, jak kot, starzec oddalił się, a przyniósłszy nizką ławkę siadł przy łóżku. Spoglądając na chłopca, patrzał się z ironią weń, ostrząc nóż dość długo. Nagle dostrzegł, iż otwarte oczy chłopca z rozpaczą spoglądają na ostrze noża. Spostrzegłszy to, z radością zawołał:
— Czyś zmówił modlitwy synu Henryka VIII?
Związany chłopiec napróżno poruszyć się usiłował, niestety, więzy nie pozwalały mu nawet wymówić jednego słowa.
— Módl się więc teraz, — zawołał pustelnik — wybiła twoja ostatnia godzina.
Usłyszawszy te słowa, chłopczyna zadrżał. Twarz jego prawie skamieniała. Szarpał się ze