Strona:Korczak-Bobo.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

„Dziś rok“ — słowa te towarzyszą mi ciągle. Budzę się z niemi i z niemi zasypiam. Wiedziałem, że wakacje te będą dla mnie przykre lecz nie przypuszczałem, że tak będę cierpiał. — Co ona robi? czy myśli o mnie? czy mnie kocha?
C-z-y k-o-c-h-a?
Podobno co 7 lat zmienia się cały organizm, sposób myślenia i wszystko. Co przyniosą mi owe 14 lat? Oczekuję z niecierpliwością, badam stan mojej duszy, aby się naocznie przekonać.

9 lipiec.

Wczoraj po obiedzie byłem u p. Wandy! Powiedziałem, że się kocham, mówiła, że to przeminie, radziła pisać regularnie dziennik, że przyjemnie go czytać po paru latach. Ona pisze dziewięć lat, opisała wszystkie podróże.
Dziś śniła mi się Zosia. Ach, co za rozkoszna noc.
(Uwaga późniejsza: Pamiętam ten sen. Objęła mą szyję, jej ciemne włosy okryły mą twarz. Nie opisałem tego przed dwoma laty, bałem się, aby to nie było profanacją. Istota snu była namiętna, lecz namiętność była jeszcze tak czysta i dziewicza, jak myśli moje. To był sen na przełomie dzieciństwa i młodzieńczości).