Strona:Korczak-Bobo.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szym stopniem do niezależności, wyzwolenia, mocy.
Aba, a, aa, ooo, — gaworzy bobo, kierując ręce to w tę — to w ową stronę, wodząc za niemi wzrokiem, już pewne, że się nie myli.
Ogarnia je znużenie po wielkim wysiłku.
Nagle matka uśmiechnięta pochyliła się nad niem. I bobo roześmiało się głośno, serdecznie. Matka przemawia najczulszemi wyrazami, a bobo to wyciąga do niej ręce, to kładzie je do ust i śsie i śmieje się.
Matka wyjęła mu rękę z ust, bobo przelękło się o losy swej nowej własności, krzyknęło głośno i boleśnie, zaprotestowało z taką siłą, że matka przybladła.

∗             ∗

Wszyscy uśmiechają się do boba.
Sądzę, że stary dąb, patrząc na śmieszny kształt małego dębczaka o drobnych listkach, uśmiecha się doń zielonemi konarami, a mały dębczak, bezpieczny, wesoły w cieniu ojcowskich konarów, szmerem cichym gaworzy do ojca. W wielkiem cielsku starego dębu, w korze i korzeniach jego, tyle już martwych komórek, w żyłach sta-