Strona:Korczak-Bobo.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A ludzie zjeżdżają się z lądów świata, by je oglądać, — popękane, spłowiałe, mozolnie wypocone w długich godzinach poprawek i przeróbek, skatalogowane, zachwalane i opatrzone ceną rynkową.
Ty bobo, nie masz ceny.

∗             ∗

Bobo jest dzikim człowiekiem, który już to i owo przeczuwa z otaczającego je świata, tłomacząc naiwnie związek wzajemny tajemniczych zjawisk.
Gdy bobo dawniej jeszcze leżało cicho z oczami utkwionemi w przestrzeń, nie rozglądając się, nie płacząc, nie żądając — regestrowało wówczas nagromadzony w duszy materjał obrazów, wyodrębniając z pośród cichego szeptu słów prapradziadowej mowy dźwięczne wyrazy własnego, osobistego życia.
I oto, stokrotnie gubiąc i znów chwytając wątek rozpraszających się i skupiających, połowicznych, całkowitych, wyraźnych bądź szarych obrazów — skleciło sobie chateńkę biedną, skromny szałasik pierwotnego światopoglądu. Bobo nie ustanie w pracy, dalej gromadzić będzie kosztowne granity, olbrzymie belki i żelazne przęsła pod