Strona:Korczak-Bobo.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie płacz, bobo. Przyjdą małe krzywdy, nie warto płakać. Przyjdą wielkie krzywdy, zapomniałeś płakać.
A pokolenia płyną — płyną...
Uśmiechasz się bobo, nie wierzysz? Masz słuszność. Tę drogę przejść trzeba samemu, nikomu nie należy wierzyć.
Masz słuszność...

∗             ∗

Bobo zawieszone w przestrzeni, jak gwiazda. Bobo samo dla siebie nie istnieje przecież; zadrapie się własnym ostrym pazurkiem i krzyczy. Ręce, nogi, głowa boba, to dalekie lądy jego świadomości, odkrycia odległej przyszłości.
Istnieje tylko drobna iskierka bobowej myśli, iskra mocna, jak zawiązek pożaru.
Bobo ma oczy szeroko otwarte, wodzi niemi i bada otaczające cienie. Nie dostrzega plam nieruchomych, ale są, które zmieniają kształt, jak chmury.
Bobo jest gwiazdą, która bada zmienne kształty chmur.
Leży nawznak, a dokoła cienie: matka, piastunka — ciemne plamy na jasnem tle, unoszą się w przestrzeni gdzieś powyżej, poniżej, i giną w górze.