Strona:Korczak-Bobo.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stunka zanuciła kołysankę, bobo chciało ssać pieśń.
A matka już dziś szuka w niem myśli rozumnej...
Bobo nic jeszcze nie umie, nawet ssać nie umie: to śpieszy się, to śsie leniwie i sennie; zrobi pauzę długą, to poruszy głową niezgrabnie i pierś zgubi, i gniewa się, i boleje.
Tak niewprawnemu rzemieślnikowi wypadają z ręki narzędzia pracy, tak młodzian na pierwszym balu niezręcznie wymija pary, tak wreszcie niedoświadczony poeta z mozołem rymy dobiera.
Bobo ręką poruszyło, wyprężyło się, drgnęło — ma zdolność ruchów, niema w nich myśli.
Ale umie bobo trawić spożyty pokarm, wzrastać jego ceną, umie więcej, niż najmisterniejsza maszyna, cud ręką ludzką stworzony — i mniej znacznie, niż pisklę, które, ledwo wykluwszy się z jajka, biegnie za matką i już dziobie ziarno; mniej niż drobny owad, sunący rozważnie po listku leśnej rośliny.

∗             ∗

Bobo leży w swym wózku syte, suche, zadowolone, — ogarnia je cicha drzemota.