Strona:Korczak-Bobo.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
9


sząc się od stacji do stacji, splatając w rodziny i narody obrazów — myśli. Jeszcze przy przewodnikach i łącznikach niema kierowników, — bobo koi rany walki o życie w godzinie urodzenia, i śpiąc gotuje się do długiej, zaciętej walki o rozwiązanie otaczających je tajemnic, skąd płynie dobro i zło.
Brunatny sen bobowego czuwania jest dwojaki: jeden, gdy dzieje się coś brutalnie i źle, drugi — gdy łagodnie i mile. I bobo leży cicho lub krzyczy. Nie płacze, bo niema jeszcze łez.

∗             ∗

Matka nachyliła się nad poduszką boba, już szuka w niem myśli rozumnej.
— Spojrz bobuś na matkę.
Bobo zwraca łysy łeb w stronę ust matki i poczyna ssać, szukając wargami piersi. — Bobo poczuło ciepło mowy matczynej, chce pić ustami miłość macierzyńską.
Innym razem, później nieco, padł na poduszkę ciepły strumień promieni słońca. Bobo poczęło szukać go i poruszać wargami, chciało pochwycić pierś słońca, chciało pić słońce.
Innym razem, znacznie później, gdy pia-