Strona:Korczak-Bobo.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

do szturmu, trzeba obliczyć szanse pro i contra. — Bor. rozwiązuje tę sprawę dość prosto: „masz tremę“. Jest to wzięte z gwary aktorskiej, a życie — to nie deski teatralne. Z Franią zaszło bardzo daleko, nie przeczuwa, że pozostaje jej tylko jedna droga: jaknajśpieszniejsza ucieczka z tego domu, gdzie czeka ją hańba i zguba. Tak dalece nie jestem już panem swych czynów.
Jedna miłość mogłaby mnie jeszcze zatrzymać nad brzegiem przepaści.

2 styczeń.

Dostałem list od p. Julji. O, jak mi drogi, jak kotwica dla okrętu w godzinie burzy.
„Jak Panu tam idzie z lekcjami, ciszą i spoczynkiem, którego tak łaknie sterana twa dusza, młodzieńcze! — Rzuć te idee, rozejrzyj się po świecie, po sobie samym. Jesteś młody, zdrów, zdolny, dobry. Zużyj te siły, które tęsknią w każdym nerwie Twego organizmu, a nie imaj się pracy nad siły i wiek, bo jak mówi Sienkiewicz „myśl uleci jak ptak, a siły pójdą na marne“.
Gdybym taką kobietę miał blizko siebie, byłbym bezpieczny.
O Boże. Wierzę: nie mam sił ani mocy, aby rozumować. Wierzę. Nie chcę wnikać w istotę tej wiary. Wierzę. Niech każda myśl krytyczna opuści mnie. Wierzę. Chcę być