Strona:Korczak-Bobo.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
17 październik.

Smutno, smutno, strasznie smutno żyć na świecie. Pustka i bezcelowość. Sam, sam, zawsze sam.
Pannie Julji zwierzyłem się z mego stanu i teraz gorzko żałuję. Powiedziała, że to minie, a żegnając się, powiedziała z uśmiechem:
— Bywaj zdrów, starcze.
Więc i ona ma tylko kpiny dla mnie, — ona?

1 styczeń.

Święta mnie pokrzepiły na umyśle i duchu. Postanawiając wznowić pamiętnik, muszę zadać pytanie, czy piszę dla siebie czy cha, cha? dla świata. Piszę go dla siebie, inaczej musiałbym wiele zmienić i o wielu rzeczach zamilczeć.
Otóż po senności, już nie pamiętam czy nagle, znów przyszła namiętność. Warunki moje się pogorszyły, bo znużenie trwało jeszcze, jakby natura chciała uśpić czujność wroga, to jest moją, aby odrazu powalić. Piszę o tem tak spokojnie i logicznie, bo pamiętnik mój ma znaczenie psychologiczne, i nie miejsce tu na egzaltację i wykrzykniki. Kiedy koń ponosi, nie czas bawić się w poezje, a kiedy wróg „pod samem miastem zatknął sztandary“ i uderza