Strona:Korczak-Bobo.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

testowałem. Potem zapomnienie w łagodnym Morfeusza uścisku.
Razu pewnego — nie wiem, czemu fakt tak małej wagi tak głęboko utkwił mi w pamięci. Razu pewnego postanowiłem sam udać się na spoczynek. Zdjąłem sukienkę, zostałem w czerwonej włóczkowej spódniczce. Zawiesiłem ją na drucie od siatki, — i nagle rozpłakałem się ku zdumieniu obecnych. Błogosławione łzy.
(Jałmużna, Babcia, Olszewski, marki, tramwaj i t .p.).

20 sierpień.

Mademoiselle J. opowiadała mi o panu S., że się do niej przystawia. Kiedy raz zamykała okno, on stał i patrzał.
— Już od godziny panią obserwuję, — powiada, — widziałem jak się pani rozbierała. Jaka pani ładna w koszuli. Ta co była przed panią, była mi przyjaciółką, a pani...
Tak mówi ojciec rodziny do wychowawczyni własnych dzieci, ten który ma stać na straży czystości domowego ogniska. O nieszczęśni niewolnicy chuci. Biedne dziewczęta, zdala od ojczystej ziemi, na ile narażone są niebezpieczeństw tu w tej Polsce, która słynęła z gościnności i rycerskości względem kobiet, — niegdyś, ale widocznie już nie dziś. Może on tak rozumie gościnność, jak