Strona:Korczak-Bobo.djvu/137

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    i nóg. A za szybą wesoło świeci słońce, wróble swobodnie bujają, a za miastem natura się budzi. Tam swoboda, tu przymus, więzienie, kajdany. Kiedy znów będzie in corpore sano mens sana? — Biedni nauczyciele, cóż dziwnego, że są zdenerwowani, źli i niesprawiedliwi. My znosimy to jarzmo, marząc o chwili uwolnienia, a oni? Z rąk ich wychodzą pokolenia, rosną i mężnieją, a oni do końca życia skazani na wegetację. — Przesadzałem wczoraj kwiaty i myłem, zdawało mi się, że mnie dziękują, całują i pieszczą rękę, która je uwalniała od zimowego kurzu. Czytam antropologję. Jak dziwne są prądy w tej nauce. Jedni wołają o czystość obyczai, drudzy głosują za poligamją. Zapewne źle jest, gdy ludzie chorzy pozostawiają potomstwo, ale skazać chorych na bezdzietność — to jest tak samo, jak zrzucać słabe dzieci ze skały. Curr zebrał dane o wieku, w którym dziewczęta australijskie stają się matkami, jest to w wieku lat 10—12. Chyba żadne zwierzę nie zna takiego pastwienia się samców. — Często teraz boli mnie głowa.

    21 kwiecień.

    Po co ty wschodzisz, trawko wesoła,
    Po co ty gniazdko zwijasz ptaszyno,
    Zima uśmierci kwiaty i zioła,
    W jastrzębich szponach pisklęta zginą.