Strona:Korczak-Bobo.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

sa jadłem dziś tylko maleńki kawałek cielęciny. Rzodkiewek ani musztardy też jeść nie będę. — Podobno Michał Anioł pryskał wodą na białą ścianę i z tych esów i floresów brał tematy do obrazów. Rozumiem myśli Herostrata. On nie był bynajmniej warjatem. Co za cudowny temat do studjum. Ten człowiek, palony żądzą wielkości, niczem niepohamowaną ambicją, widząc, że się nie wsławi, podpala świętokradzką ręką świątynię wiedzy; on nie miał wzniosłych uczuć, ani patrjotyzrnu, a chce aby imię jego choć ze wstrętem było powtarzane przez wieki. I dopiął tego. — Sława! — „Cały system planetarny, wszystkie gwiazdy, — mówi Falb — pochodzą z mgławicy („Przewroty we wszechświecie“). Kiedyś znów się połączą w jedną całość, i znów się poodrywają nowe słońca“. — Ale przecież astronomja — to jedna wielka hypoteza, nie mająca naukowego znaczenia. Tylko chemia rozwiąże zagadnienie bytu, i jej chcę poświęcić swą przyszłość.

10 kwiecień.

Mam teraz trzy ulubione marzenia 1. że podróżuję, zwiedzam Kraków, Wiedeń, Pragę, Peszt, Meran, Rzym, Neapol, Monaco („Hazard“ — studjum), Paryż (odkrywam wszystkie składniki komórki), Londyn, Monachium. Berlin. 2. że mieszkam w latarni