Strona:Korczak-Bobo.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
117

i lasów, by walczyć z orłami i „lwom targać paszczęki“.

1 marzec.

Czytam, czytam, czytam.
Jedną książkę kończę, drugą zaczynam, pożyczam, zamieniam.
Myślę dużo o telepatji. Dziś poddałem Sierg. myśl, aby mnie wyrwał, i udało mi się. Może to tylko przypadek, bo poprzednio probowałem ze trzy razy, lecz nie udawało mi się. Trzeba będzie powtórzyć ten eksperyment.
Od p. Wandy wracałem z Helenką pod rękę. Głupie to, ale dumny byłem. Nie lubię wizyt, bo mi się zawsze zdaje, że się naprzykrzam. Wolę książki.

2 marzec.

Dostałem lekcję za 5 rb. miesięcznie. — Pol. nie miewam, mam zupełny spokój. Cieszy mnie to ogromnie, aby jaknajdłuzej.
Czytałem „We krwi“ Zapolskiej. Głupia książka — sami warjaci. Nawet sprawozd. nie napisałem.
Trzeba się zająć historją literatury. Dante, Szyller, Szekspir. Trzeba kształcić umysł, póki czas, a nie zajmować się tylko nauką szkolną, aby po 9 latach dostać patent na... nieuka. Wieczorem grałem z ojcem w 66, i naumyślnie psułem sobie 20 i 40, żeby