Strona:Korczak-Bobo.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
3 grudzień.

„Sfinks“ — Kraszewskiego. Od „Ogniem i mieczem“ nie pamiętam tak potężnego wrażenia. Niedawno jeszcze, nie rozumiejąc Cię Mistrzu, mówiłem, że piszesz nudnie. O jakiż byłem głupi w chwili, gdym wygłaszał ten dziecinny, nieopatrzny, zuchwały i szalony pogląd. Kocham Cię, szanuję i wielbię. Sam jesteś Sfinksem, zagadką nierozwiązaną. Tyle umieć, tak wszystko znać — wszystko to pochłonął czarny grób.
Jaka znajomość duszy człowieka, gdy wierzy, nie wierzy i wraca znów do wiary. Mamy tu namiętną włoszkę, kokietkę francuskę, angielkę, wreszcie nabożną polkę. Mamy zimnego dziwaka anglika, włochów, żmudzina i żyda. Mamy króla, jego ulubieńca, ludzi szlachetnych, nawet warjata. Jaki piękny obraz Warszawy z czasów Augustowskich, jaki wspaniały opis Rzymu. — O mistrzu, niech Cień Twój otacza mnie Swą Opieką.

Dziwny sen miałem 3 — 4 tygodnie temu; śniło mi się, żem się unosił i spadał,