Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— A właśnie...
— Sam sobie szkodzi, sam, sam właśne szczęście odpycha... Ja wiem, że z trzeciego piętra dowiadywano się o niego: co za jeden jest, co wart i jakie może mieć widoki na przyszłość... Nie dziw, kto ma córki, musi dla ich dobra dowiadywać się.
— Że, byliby mu dali najstarszą, Joasię to najpewniejsza rzecz. Ja to wiem doskonale.
— Czy starał się o nią?
— Starać się jeszcze nie starał; nawet nie bywał, ale mieli na niego oko. Byliby zaprosili go przy pierwszej sposobności i ułożyłoby się wszystko jak najlepiej. Ja sama byłabym do tego dopomogła. Tymczasem cóż się dzieje!?
— Właśnie, tego jestem najbardziej ciekawa — rzekła pani Zenobia.
— Zaraz się pani dowie... Dziś o godzinie czwartej.
— Nie, o trzeciej!
— Ależ o czwartej; patrzyłam na zegarek...
— Może...
— Z pewnością tak. Otóż dziś o godzinie czwartej przychodzi jakaś dama.
— Dama?
— Oczywiście dama. Dość wysoka, szczupła, przystojna, chociaż naprawdę nie wiem, bo miała dość gęstą woalkę na twarzy, a ja,