Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



I.

Byle nie grymasić i nie wymagać za wiele, to w Warszawie można mieć wszelkie dogodności, a nawet komfort, zwłaszcza, jeżeli znajdzie się mieszkanie w porządnym domu i w dobrym punkcie. Pani Zenobia przez kilka lat miała lokal na Kościelnej i było jej dobrze; przez jakiś czas na Zakroczymskiej i również było jej dobrze; później na Przyrynku — doskonale! i byłaby do samej śmierci nie opuściła tego mieszkania pysznego i tej ulicy miłej, gdyby nie nadzwyczajne przyczyny i okoliczności.
Każdy człowiek ma jakieś interesa, widoki na przyszłość, każdy dąży do polepszenia losu — i dla tego celu musi nieraz poświęcić wiele przyjemności osobistych i wyrzec się pewnych przyzwyczajeń. Nie przychodzi to łatwo, ale jak trzeba, to... trzeba.
Pani Zenobia znalazła się w tem położeniu, że musiała zmienić „punkt“ i poszukać dogodniejszego, w części miasta ruchliwej, ożywionej, gdzie fala ludzi od rana do nocy płynie szerokim potokiem.