Strona:Klemens Junosza - Z Warszawy.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

«Jak w naszej sferze jedna panienka miewa talent do muzyki, a inna do malarstwa, tak widocznie w sferach niższych bywają specjalne talenty do szczotki a specjalne do wideł. Właśnie Marysia posiada ten drugi rodzaj talentu, który, jak zapewne przyznasz sama, droga Ernestynko, w małem mieszkanku samotnej kobiety nie daje pola do rozwoju.
«Mnie, aniołeczku mój drogi, potrzebna jest żwawa, fertyczna, sprytna pokojóweczka, którąbym mogła wpuścić do pokoju bez obawy o całość lamp i zegarów. Ostatecznie, że taka fertyczna panienka nie otrzyma nagrody Montyona za cnotę, to mnie znowuż tak bardzo nie matwi. Życia sobie przecież z tego powodu nie odbiorę.
«Przytem jest jeszcze rzecz szczególna z Marysią. Nie mogę zgadnąć, z jakiego materyału ta dziewczyna ma nogi, przypuszczam, że chyba z ołowiu. Gdy się przesuwa przez pokój, mogłabyś mniemać, że to wóz piwowarski przejeżdża. Stoły się chwieją, meble drżą, a lampy dzwonią w sposób zatrważający. Obawiam się, żeby ta dziewczynka nie spowodowała kiedy trzęsienia ziemi w Krzywej Woli. Zwróć na to uwagę ojczulka, żeby zapobiegł takiej katastrofie.
«Ściskam cię, moja śliczna, całuję, pieszczę, kocham i proszę, oddaj moje uściśnienia, pozdrowienia i ukłony całemu waszemu domowi i pamiętaj, że