Strona:Klemens Junosza - W głuszy leśnej.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

trochę onieśmielone, lecz to trwało krótko; swobodne, pełne naturalnej prostoty obejście się artysty przełamało pierwsze lody i rozmowa potoczyła się łatwo.
Pod wieczór całe towarzystwo wybrało się nad jezioro.
— Zobaczysz, — mówił leśnik do gościa — miejsce, do którego przywiązane są legendy; pokażę ci zwaliska starego zamku i jezioro, w którem podobno mieszkają rusałki.
— Czy widziałeś je kiedy?
— Ja nie, ale mam dla nich wielką wdzięczność; powiadam ci, że to bardzo dobre kobieciny...
— Dlaczego?
— Bo pilnują one lasu, lepiej niż wszyscy gajowi; z obrębu, położonego nad jeziorem, jeszcze nigdy najmniejsza nie zginęła sosenka.
— Nie rozumiem...
— Widzisz tu tak jest: chłop wybierający się nocą do lasu nie lęka się straży, a w gromadzie potrafi jest nawet stawić czynny upór, ale w takie miejsce gdzie jest siła nieczysta, gdzie cóś „przeszkadza“ za żadne skarby świata nie pójdzie. Ogarnia go zabobonna trwoga — dlatego też nad jeziorem szkód nigdy niema... ale i otóż i cel naszej wycieczki... Patrz...

(D. c. n.)