Strona:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu/163

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.



    S

    Słońce jaśniało w całym blasku; na polach falowały zboża, na łąkach krzątało się pełno ludzi. Brzęk kos, dźwięki pieśni, donośne okrzyki lub śmiechy wesołe napełniały powietrze.
    Drogą od miasteczka szedł Mosiek Pomeranz, a snać gorąco mu było, bo zdjął z siebie kapotę, przewiesił ją przez ramię i kroczył w lekkim stroju domowym, złożonym z nankinów, koszuli i kamizelki, z pod której widać było rąbek szaty białej z czarnymi szlakami, opatrzonej pęczkami długich nitek. Tak zwykle prezentował się Mojsie przy ognisku domowem, zwłaszcza gdy na kominie się paliło, w takim też stroju przechadzał się przed domem podczas gorących letnich wieczorów.
    Mógł sobie Mojsie z całą swobodą i w podróży dzisiejszej na negliż pozwolić, gdyż droga była pusta, mało uczęszczana. Osoby żadne po niej nie przechodziły — co najwyżej chłopi, którzy przy