Strona:Klemens Junosza - Pan Marek w piekle.djvu/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Srebrnemi wstęgi bogato utkane,
Dla czego każdy zachwyca się niemi:
Zwyczajną trawą, na zwyczajnéj ziemi!?

VI.

Ja wam odkryję sekret tych zachwytów,
(Chociaż i sami wiecie pewnie o tém).
Rzeczka co obraz odbija błękitów,
Zielona łąka, pole z żytem złotém,
A nawet chłopskie chałupiny ciasne,
To wszystko miłe, bo to nasze, własne....

VII.

Ale nie tędy droga nam, nie tędy,
Muzo zbyt czuła, nie rwij tak galopem,
Bo zamiast ciągnąć wątek swéj gawędy,
Jak zaczniesz kwilić nad pszenicy snopem,
Nad stogiem siana, bocianem lub kaczką,
To możesz zostać.... pogrzebową płaczką.

VIII.

Zaczynaj tedy rozsądnie, powoli,
Bez żadnych kwileń, płaczów i uniesień,
Jako pan Marek z Kapuścianéj Woli,
Kiedy już żniwa ukończył pod jesień,
Zasnąwszy sobie umęczony wściekle,
Ni ztąd ni z owąd obudził się w ....piekle!

IX.

Chociaż do piekła z dworu pana Marka
To może dobrych i z tysiąc mil będzie,
Ale jak w głowie zacznie czmerać starka,
To człowiek jeździ w tak szalonym pędzie,
Że może ubiedz w jednę krótkę chwilę
Jeszcze za piekło z jakie cztery mile.

X.

Pan Marek w piekle! to panie nie żarty,
Pan Marek w piekle! taka dusza czysta!
On! co z proboszczem zawsze grywał w karty,
I to nie w sztosa — lecz poczciwie, w wista,