Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie sądzę, żebyś kolega ożenił się, tu u nas przynajmniej.
— A to dlaczego?
— Szkaradny kąt, powiadam ci kolego, obrzydliwy, zakazany, jeżeli nie będziesz się targował z pacjentami, jak żyd, to z głodu zginiesz, powiadam ci, że z głodu, jak ruda mysz, braciszku.
Lekarz nie chciał jakoś wierzyć w ten prognostyk.
Tymczasem wszystkie mamy, których córeczki potrzebowały pomocy lekarskiej, z rozczulającą jednomyślnością przyszły do przekonania, że byłoby ubliżeniem w wysokim stopniu, ofiarować tak uprzejmemu lekarzowi honorarja pieniężne za jego wizyty. Czyż taka staranność, troskliwość, taka uprzejmość da się opłacić jakimś marnym banknotem zatłuszczonym, zmiętym w rękach tysiąca najprozaiczniejszych w świecie przekupek i handlarzy?!
Dobre to może w zmaterjalizowanej Ameryce, dobre zresztą w Warszawie, gdzie jeden drugiego nie zna, — ale nie w poetycznym, sentymentalnym X. nad