Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

X.! Przenigdy! W tej cichej mieścinie, rozrzuconej nad brzegiem leniwej rzeczułki, istnieją jeszcze cnoty patryjarchalne, a uczucie wdzięczności lubi być udrapowane w sentymentalną togę, lubi przybierać na się wdzięczne, estetyczne formy. Zresztą, któż zaręczy, że ten młody lekarz, który dziś uważa piękną Mańcię lub Brygisię za pacjentkę tylko, nie zmieni charakteru i, padszy na kolana, nie przyjmie tytułu narzeczonego.
Ta ewentualność to także jedna racja więcej, aby mu nie płacić. Na co? Czyż nie lepiej, że otrzyma honorarjum wraz z sowitym procentem w naturze, w niezrównanych wdziękach pacjentki, i że to honorarjum zostanie w familji?
Inteligiencja cichego X. nad X. umie być wdzięczna, lecz w sposób wykwintny, miły i estetyczny. Stąd też mieszkanie sympatycznego doktora zarzucone jest bukietami. Pachną tam róże, bzy, jaśminy ułożone rączkami «wdzięcznych», zjawiają się równianki z modrych niezabudek i bławatków, ale nie dość na tym. W X. nad X. uczucia są pojmowane szeroko, a umiejętność produkowa-