Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystkie cierpiące panny, od najstarszej burmistrzówny począwszy, doktór odwiedził...
Trzeba było widzieć, z jaką elegancją, delikatnością i troskliwością zarazem opukiwał mniej i więcej dorodne pacjentki, — jak te cierpiące osóbki rumieniły się mocno, gdy upragniony lekarz wysłuchiwał szmeru ich płuc i tonów serduszek, uderzających pośpiesznie...
Pacjentki były zachwycone i, przyrzekły sobie w duszy, przynajmniej raz na tydzień chorować; mamy zaś zapraszały serdecznie, aby doktór bywał w ich domu, nietylko jako lekarz, lecz i jako gość zawsze pożądany i widziany mile. Gdy odbywszy już wszystkie wizyty, wszedł do mieszkania pani weterynarzowej, pan weterynarz właśnie do domu wrócił.
Kwas karbolowy zdaleka od niego czuć było; napracował się przez cały dzień w jakiejś zarażonej oborze, wytrząsł na bryczce, więc zmęczony, głodny, wpadł do pokoju, wołając:
— Jeść dawajcie! bo ginę z głodu!