Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Uśmiechnęła się do Icka i rzekła:
— No, kochany Icuniu, za taką nowinę wart jesteś kieliszek wybornej miętówki. Masz — rzekła nalewając, — wypij to za zdrowie młodego doktora i, trzymaj język za zębami, pamiętaj...
— Ziczam wielkie zdrowie wielmożnej pani — rzekł żyd i, przykrywszy głowę jarmułką, spełnił ten toast, — a co się tyczy język — dodał, — to wielmożnej pani wiadomo, co Icek z języka żyje, to i język potrafi trzymać w gębie, jeszcze lepiej, jak pieniądzów w kieszeni.
Pomimo jednak, że pani prezydentowa postanowiła sobie milczeć, a Icek trzymać miał język za zębami, stało się, że za godzinę całe miasteczko było już panem sekretu.
Wieczorem, a był to prześliczny wieczór letni, cała męska i żeńska inteligiencja sławetnego grodu X. nad X. wyległa na drogę prowadzącą do najbliższej stacji drogi żelaznej.
Obsadzony wysokiemi topolami gościniec wyglądał świątecznie — uroczyście prawie... poważne pary małżonków kroczyły majestatycznie i powoli, przed