Strona:Klemens Junosza - Obrazki z natury - W powodzi kwiatów, Gdy konwalje.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niemi zaś defilowały córeczki, wystrojone jak na wielkie święto, w całej pełni powabów i wdzięków. Zdawałoby się, że całe miasteczko naznaczyło sobie rendez-vous tu, pod smukłemi topolami.
Pani burmistrzowa, faktyczna rządczyni miasta, przy której cienki małżonek wyglądał jak szpada przy okazałym boku dygnitarza, przygryzała złośliwie wargi, niezadowolona z całego świata, a najbardziej z tych matek, które ośmieliły się wyprowadzić także swe ukochane córeczki na pokaz... Trzy burmistrzówny, przystojne, silnie zbudowane blondynki, defilowały po piaszczystym gościńcu z gracją i wdziękiem, oddając ledwie dostrzeżone ukłony miejscowej młodzieży, której konkurencyjne papiery w dniu przyjazdu doktora najfatalniej spadły...
Panie całowały się serdecznie, wyrażając swą radość z powodu miłego, a niespodziewanego spotkania — i przeklinając w duszy jedna drugą, że przyszła tu w tej chwili.
Do właściwego celu wycieczki nikt się nie przyznawał, ale oczy wszystkich