Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 367 —

 — Siedzi se chudziątko, jako i zawdy siaduej Panna Jantonina poszła do miasta...
 — Więc pani sama została? — spytał tonem wymówki.
 — Gdzie zaś wielemożny konsyliarzu, gdzież jabym bez pomocy samą mogła zostawić niebogę?
 — A któż tam jest?
 — Je kot, panie...
 — Kot?
 — A dyć kot... Sama go zaniosłam do pokoju, wyszłam trochę pietruszki narwać do obiadu.
 — Chodźmy — rzekł do mnie staruszek...
 W pokoiku zastawionym staremi, odwiecznego fasonu meblami, siedziaia kobieta, szczupła, blada, w czarnéj sukni i w czepku, z pod którego wychylały się promienie białych włosów.
 Spłoszony najściem naszém kot zerwał się z jéj kolan i wyskoczył przez okno...
 W téj chwili staruszka powstała, wyciągnęła ręce błagalnie, a w szeroko otwartych jéj oczach malowały się naprzemian rozpacz, gniew, prośba, błaganie...
 — Nie odchodź! — krzyknęła rozdzierającym głosem, wyciągając ręce w stronę okna — nie odchodź!

 Tyle bólu, żalu, tyle skarg i jęków mieściło się w tych wyrazach, że mimowoli cofnąłem się przerażony.