Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 221 —

 — Może pan nie przypominasz sobie?
 — Ależ owszem pamiętam, doskonale pamiętam. Czyż mógł-bym zapomniéć?
 Bandyta wyszczerzył białe zęby i śmiał się...
 — Figlarz z jegomości — rzekł — figlarz, panienkom głowy zawracać, to podobno pański fach, pańska specyalność!...
 — Ja... to jest właściwie...
 — Nie udawaj pan niewiniątka. Jużci nie zaprzeczysz, że umizgałeś się go Pelci.
 — Nawet przez myśl mi to nigdy nie przeszło.
 — Ktoby panu wierzył?...
 — Mogę pana zapewnić.
 — Gadanie! ale nie o to idzie... Co się mamy kłócić; ja jestem kolejarz, pan kolejarz, ostatecznie łączy nas koleżeństwo... Co się stało, to stało. Oto lepiéj weźmy dorożkę i pojedziemy na kolacyę...
 — Ale...
 — Nie ma mowy, siadać i jechać! Co kolega fanaberye stroisz i gardzisz mojém zaproszeniem.
 Poczciwy Jaś, był już trochę pod dobrą datą, uważałem więc, że lepiéj go nie drażnić...
 — Dobrze — rzekłem — pojadę, nawet z przyjemnością pojadę.

 — Tak to rozumiem. Zawsze miałem do ciebie słabość, panie Stanisławie, a chociaż nie chciałeś się ubrać w Pelcię, to dla mnie ostatecznie jest ganz pomade...