Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 163 —

czasu. Musiała być więc jakaś przyczyna niezbyt dawno.
 — Nie wiem...
 — Czy bywa brat pani w Lipowie? — zapytała Zosia.
 — Od czasu twego wyjazdu, o ile mi wiadomo, nie był ani razu, ale ja wiem co się tam dzieje.
 — Dziewczynki zapewne podrosły, były to bardzo milutkie i sympatyczne dzieci. Kochałam je bardzo.
 — I miałaś wzajemność... W Lipowie wogóle zmiany niewielkie. Państwo Kramarzewscy wyjeżdżali zagranicę z całym dworem i powrócili niedawno. On doskonale wygląda, ona utyła, a panna Franciszka...
 — Ach! panna Franciszka!
 — Żali się na losy i dokucza całemu otoczeniu... Wiesz sama jaki to słodki cukierek...
 — Niech jéj Bóg przebaczy!... ja staram się zapomniéć.
 — Cóż ona ci zrobiła Zosiu? — zapytała Helenka.
 — Nie ma o czém mówić... Wyrządziła mi przykrość.
 — Czy tylko przykrość! — zawołała pani Władysława — ona ci wyrządziła krzywdę... Taką krzywdę, jakiéj nie zapomina się nigdy.

 — Powtarzam pani, żem już zapomniała.