Strona:Klemens Junosza - Monologi.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

mi w wóz, potłukł mi cały przodek od wasąga.
Pyta się pan, co ja zrobiłem?
Ny, co ja miałem zrobić? Miałem się procesować z takiem bydlęciem?! Położyłem bat koło siebie w wasągu i powiadam: „Idź sobie, łajdaku, jak sam chcesz, a w domu ja z tobą zrobię obrachunek: nie dam ci jeść, to się oduczysz wierzgać.“
Mnie się zdaje, że on też tylko tego żądał, żebym ja bat koło siebie położył. Znowu zwiesił łeb do ziemi i lazł pomaleńku, jak wół.
Musiałem być cierpliwy — przecież nie mogłem się bić z takim gałganem. Jechałem...
Już się zrobił wieczór, pociemniało, miałem wielką chęć do spania.
W drodze nie bardzo pasuje spać, więc puściłem głowę w ruch. Obrachowałem, co kosztują pańskie sprawunki; obrachowałem, ile pan dobrodziej Wigdorowi zapłaci; obrachowałem, ile zarobiłem na cielętach — wszystko obrachowałem; a skoro już nie miałem nic do rachowania, to zacząłem myśleć o różnych mądrych rzeczach. Myślałem sobie, jakie jest ludzkie życie...
U nas stoi, że człowiek od małości do starości ma siedem różnych procederów. Naprzód, jak on przychodzi na świat, to jest wielki człowiek; wszyscy go całują, kołyszą, śpiewają