Strona:Klemens Junosza - Monologi.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wszystkie panowie w nim stają, ale panowie są teraz gołe — same kapconim! Mój mąż jest bardzo uczony, on więcej siedzi w szkole, niż w sklepie... wszystko idzie na moją głowę, a ja? no — ja już całkiem zdrowie straciłam...
Od maleńkości byłam bardzo delikatna, ale jeszcze temu dwa lata nie mogłam się we drzwi zmieścić — teraz, patrz pani, co się ze mnie zrobiło! Sama skóra i trochę kości.
Czy pani zna Lubartów? Nie zna pani? To szkoda — bardzo ładne miasto.
Właśnie ja chciałam pani powiedzieć, skąd się wzięła moja słabość. Ona się wzięła od tego nowego domu, co nawprost bóżnicy, nad samą kałużą, co go Joel Szpigelglas postawił, akurat koło mojego zajazdu. Zna pani Joela? To wielki gałgan jest, na moje sumienie. On tylko na moją zgubę patrzy.
Pani wiadomo, co każda kobieta ma feler (pani też ma, ja wiem)... ale jak Joel zaczął dom stawiać, to mnie zaraz piknęło tu, koło serca, i od tej pory we mnie zrobiły się nerwy... słyszała pani, nerwy! To ładna słabość jest!
Ja się ratowałam. Byłam u doktorów w Lubartowie, w Czemernikach, w Łysobykach, w Kocku... Patrz pani, co ja tu mam recept! 32 ruble kosztowały lekarstwa. Jeden doktor kazał mi pić słodkie mleko, drugi kwaśne,