Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/67

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.





    ...Już, wielmożny panie, mnie nie pierwszyzna; od maleńkości po dworach służę, do każdej roboty zdatność mam, że aż mi w garści piszczy, jak się czego chwycę.

    (Kłania się).

    ...Wielmożny pan pyta, jak dawno we służbie jestem? Ile lat?
    Ktoby ta rachował!... Ano juści... zara jak tatulo odumarł, to mnie wzięli do Boliboków, do gęsi; pasłem bez dwa lata za wikt i przyodziewek, a zimową porą popychali mnie do różnej posługi, po letkości...
    Na trzeci rok pasłem świnie w Zawrotkach, we dworze, ale mi się okrutnie mierziło bez cały dzień we świńskiej kompanii ostawać i jako, że to stworzenia zdradliwe i szkodne, a rządca o byle co po karku tłukł, tak się we mnie złość zbu-