Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

za pół godziny czas jechać na kolej... Poszła do magazynu, żeby jej odmienili kwiat przy kapeluszu i dotychczas nie wraca... Florcia z Kazią pobiegły po rękawiczki i różne drobiazgi. Maryannę posłałam do szwaczki...
A mąż marudzi.
Śmieje się, że miałyśmy wyjechać jeszcze wczoraj, także wieczornym pociągiem, o szóstej, i że nie mogłyśmy się wybrać.
Ten człowiek wyobraża sobie, że wybrać się z domu to tak łatwo, jak jemu naprzykład, zrobić plan jakiej głupiej gorzelni, albo młyna! To zupełnie co innego usiąść wygodnie przy biurku i rysować, a co innego pozbierać tyle drobiazgów, ułożyć porządnie, żeby się nie pomięły, o wszystkiem myśleć.
Ach! myśleć, myśleć. Gdy się ma trzy córki w domu, to myśleć o czem jest.
Trzy, na przyszły rok może będzie tylko dwie albo jedna, bo pan Kalikst widocznie wyróżnia Kazię, a pan Antoni Micię.
Oni też będą na letniem mieszkaniu; zapowiedzieli wizytę...
Wobec tego, zapytuję, jak wygląda zarzut męża, że bierzemy za wiele tłomoków?! Coś podobnego powiedzieć może tylko wogóle mężczyzna, specyalnie człowiek złośliwy, a najspecyalniej i przedewszystkiem kochany mój małżonek!
Ach Boże! Kazi jeszcze nie ma, Micia z Flor-