Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Przy tem ja się nauczyłem z anatomii: że w kotlecie cielęcym jest kostka, a w kurczętach nadzienie.
Ja pozwalałem sobie jeść w restauracyi — to trudno — od wczesnej młodości miałem cokolwiek libertyńskie liberalności w głowie i do dziś dnia zawsze chodzę nietylko z laską, ale i z postępem. Ja też mam cokolwiek wykształcenia; a chociaż długi czas pracowałem tylko w kleju, jednak trafiało mi się czytywać książki, a co do gazet — to nie przepuściłem ani jednego ogłoszenia o licytacyi... Wszystkiem czytał...
Ta szansonistka Esmeralda kosztowała mnie trochę pieniędzy — ale na co ja to państwu opowiadam? Było, stało się, przepadło, czas przeszedł...
Ja miałem wujaszka... Pewnie go państwo znali — taki był pan w angielskim surducie, z piękną brodą, aksamitną czapkę zawsze nosił — więc jak on dowiedział się, że ja cokolwiek pieniądze puszczam, to on mnie zawołał i powiedział:
— Ty łaj... to jest on powiedział: ty ładny chłopaczku... czas już, żebyś nie był oszoł... to jest, oszołomiony tą jakąś pask... to jest panienką, i żebyś się ustatkował. Ja tobie nie dam więcej chodzić do Eldorado, ani do „Chateau des fleurs,“ ty potrzebujesz cokolwiek się ożenić i być człowiekiem; bo jeżeli nie, to zejdziesz na ostatniego łapserdaka.
On ostrą mowę miał ten wujaszek, ale był