Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nie wypada nawet mieć takich znajomości; poprostu honor firmy na to nie pozwala, a pochlebiam sobie, że moja firma znana jest w szerokich kołach, jako bardzo solidna i zasłużona... Iluż to ja młodzieńców w świat wprowadziłem, ilu wykształciłem w sztuce życia!
Łajdaki są niektórzy z nich, nie dlatego, że mają indywidualne pojęcia o moralności, bo co mnie to w gruncie rzeczy obchodzi, ani ich matką, ani guwernantką nie jestem — ale łajdaki są dla tego, że wytwarzają mi konkurencyę, że biorą się do tego samego fachu, na którym ja zęby zjadłem. To boli, to piecze jak ogniem, taka czarna niewdzięczność życie zatruwa.
Podły świat! ale... przepraszam... przepraszam... już ósma, a o trzy kwadranse na dziewiątą zaczyna się u mnie tak zwana „partya pikiety...“ Trzeba iść i poświęcać się dla dobra drugich, bo albo się jest specyalistą, albo nie. Ja jestem — a jako taki, muszę być punktualny, jak zegarek.

(Wychodzi).