Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Jak widzę sznur pereł, to mi się robi mgło, a jak mi kto pokaże kawałek złota, to mam ochotę splunąć.
Na prywatny użytek, dla żony na paradę, dla córeczek na wyprawę, dla siebie na gruby łańcuszek do zegarka, to jeszcze mogę znosić złoto, ale do interesu... pfe!
Państwo się dziwią, państwo zgadują, jaki to może być interes, co złota nie lubi, i państwo mogą mieć przypuszczenie, że ja prowadzę handel pierzem, żelazem, rybami, może białym towarem. Też jest omyłka, bo ja wcale nie jestem handlujący. Ja robię co innego i mogę się pochwalić, że prowadzę solidny, honorowy interes.
Mam kassę pożyczkową na zastaw ruchomości.
Złożyłem kaucyę, mam swoje biuro, swój magazyn, swoich oficyalistów.
Śliczny personel! Pan taksator (on jest mój wujaszek, bardzo porządny człowiek, dawniej handlował starzyzną i przez to jest gruby znawca na biżuterye kortowe), pan woźny (też mój krewny, ale kapcan), pani kasyerka, a naprawdę dwie panie kasyerki: jedna moja żona, druga moja córeczka. Eleganckie biuro, familijny i bardzo uzdolniony personel.
Krótko mówiąc, ja mam lombard...
Państwo powiedzą, że to właśnie proceder najbardziej chciwy na kosztowności, że on tak łyka zegarki, jak kot myszy. To jest omyłka! Ja nie lu-