Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wykonawcą, ja zaś mam nad nim tę wyższość, że puszczam się na kompozycye.
Widzisz!
Jak skomponuję „menu,“ zwłaszcza kiedy jestem natchniony, to niech się schowa Mozart, Beethoven, Rossini... taka jest we mnie siła geniuszu!
W tem mojem menu jest harmonia, zdumiewająca istrumentacya, boć każda potrawa jest instrumentem w tym razie — instrumentacya kunsztowna — wszystko zrobione kontrapunktycznie, według wszelkich zasad i reguł.
Nawet co to równać? Taki muzyk dogadza tylko uszom, moja kompozycya łaskocze języki, sprawia rozkosz podniebieniom, raj żołądkom.
Wierzaj mi, że gastronomia jest jedną z najpiękniejszych sztuk pięknych. Naprzykład w zeszłym tygodniu u Hipolita — żałuj, żeś nie był.
On dorobił się majątku podobno na jakichś nieczystych sprawach, ale co mnie to obchodzi?
Jeżeli u kogoś podają „Buisson d’homards en belle vue,“ „saumon à la moderne,“ pain de gibier à la renaissance“ i jeszcze to, jeszcze owo, gdzie płynie burgund, złoci się tokaj, strzela szampan, gdzie likiery sprowadzone są bezpośrednio z Amsterdamu, a każde cygaro rubla warto, to pytam, co komu do tego, zkąd amfitryon przyszedł do majątku?
Człowiek, który tak jada, jest wyższy nad wszelkie opinie.