Strona:Klemens Junosza - Leśniczy.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
LEŚNICZY.
OBRAZEK WIEJSKI
PRZEZ
Klemensa Junoszę.

(Dalszy ciąg.)

— Bardzo mnie to cieszy, że jesteś — odrzekł przybyły — właśnie chciałem po ciebie posyłać. Za chwilę przyjdź do numeru, potrzebuję z tobą pomówić.
Faktor skłonił się do samej ziemi.
— Jestem na usługi wielmożnego pana — rzekł — w każdym momencie.
Służba wniosła na górę dwie walizki podróżne, szlachcic rozgościł się w numerze. Umył się, przebrał, włosy przyczesał, a potem wyjrzawszy na korytarz, zawołał, aż się po całym hotelu rozległo:
— Gdzież ten szelma?!
Icek natychmiast się zjawił.
— Ja czekam — odrzekł — czekam tu, aż wielmożny pan zawoła, ciągle czekam.
— Chodźże prędzej.
Żyd do stancyi wszedł, drzwi za sobą zamknął i stanął w postawie wyczekującej. Szlachcic na kanapkę się rzucił.
— Cóż, zrobiłeś? — zapytał.
— Wielmożny panie, ja robiłem. Nie mogę się pochwalić, że zrobiłem, ale robiłem co mogłem, żebym tak długie życie miał.
— Co ty pleciesz! — zawołał szlachcic — albo na drzewo teraz kupców nie ma? Chyba upiłeś się dzisiaj.
— Wielmożny panie, com się miał upić? Drzewo zawsze było dobry towar, a teraz tembardziej, bo trudno go dostać. W naszej okolicy lasy całkiem zniszczone.
— Chyba nie w Magdzinie!
— Właśnie ja to powiadam, w okolicy same patyki, a u państwa las towarowy, śliczny las! ktoby takiego nie chciał kupić?! Mendel chce, Judka chce, stary Wigdor też ma wielką ochotę.
— No, więc?
— Więc, wielmożny panie, oni nie wierzą, że Magdziński las na sprzedanie jest, po prostu śmieli się, jak im to powiedziałem.
— Łotry jedne, bydlęta! skoro ja mówię, że jest, to znaczy że jest.
— Ja im to tłomaczyłem, ale oni nie wierzą, żeby pan Ludwik chciał kontrakt podpisać.
— Oni! a ty od czego jesteś faktor? od czego gębę masz? Nie płacę ci? nie pcham w ciebie pieniędzy jak w dziurawy worek? Wynoś mi się ztąd zaraz i żeby cię moje oko więcej nie widziało, bo...
Żyd ku drzwiom się cofnął przerażony.
— Wielmożny panie — rzekł — jaśnie panie, w czem ja zgrzeszyłem? niech pan powie, niech mnie pan nauczy co mam zrobić, to ja zaraz polecę, będę gadał, będę klektał, cały wieczór, całą noc, do samego rana! Nawet ja nie potrzebuję dużo klektać, bo oni mają wielką chęć do kupna, abym im tylko mógł powiedziéć jak to kupno zrobić, żeby było do-