Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


normalnego trybu powróci; tylko czasu, czasu trochę potrzeba.
Pan Mikołaj atakiem apopleksyi rażony, zmarł w karczmie u żyda, wywleczono go ztamtąd na ulicę, aby kramu, kłopotów i komisyi uniknąć.
Pokrajano go nieboraka po śmierci i znaleziono we wszystkich organach ślady alkoholu... Doktór napisał w protokóle sekcyjnym, że śmierć nastąpiła z pijaństwa i to była ostatnia kartka dziejów tego wykolejonego, przez złe życie do gruntu zepsutego i szkodliwego człowieka.
Na pogrzeb nikt nie poszedł, nad grobem nikt nie płakał. Policya pochowała go swoim kosztem, a strażnik, który temu obrzędowi z urzędu assystował, z obowiązku chrześciańskiego, rzucił grudkę ziemi na trumnę, i przeżegnał się nad nią po swojemu.
Młodzi państwo Żarscy w miasteczku mieszkają. On praktykuje, ubogich darmo leczy, wziętość sobie coraz większą wyrabia. Julcia gospodarstwem domowem się trudni, zakochana zawsze — szczęśliwa.
Na lato z ciotką i dzieckiem do Kalinówki zjedzie i tam czas upalny przepędza, owoce zbiera, soki i konfitury smarzy, do maleństwa swego szczebiocze.
Ciotka, poczciwa, Julci swej nie opuściła, przy młodej parze mieszka, tłustego dorodnego chłopca Julci na kolanach wciąż trzyma...
Bo też wyjątkowo mądre to dziecko, zwłaszcza w oczach kochającej babuni.
Mówi „mama, tata“ jak stary, patrzy takiemi rozumnemi oczami jak filozof, wie że bułkę trzeba wło-