Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/311

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Cóż ci to szkodzi, mój kochany, dał nam chwilę wesołości... Zresztą, chłopak ma złote serce.
Wiatr styczniowy wstrząsał szybami, wył przeraźliwie w piecach, ale ani wuj, ani ciotka nie słyszeli tego. Każde z nich spało jak kamień.
Florek tylko wstał wcześniej. Poszedł do ogrodnika kupić dla Sabci ładną kamelję w doniczce.
Podobno tem ją rozbroił i przebaczenie otrzymał.


KONIEC TOMU DRUGIEGO.