Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pan Adam westchnął... Żona pogłaskała go po twarzy.
— No, nie martw się — szepnęła — jeszcze nam nienajgorzej na świecie.
— Masz racyę, Julciu — odrzekł całując ją w rękę. — Tyś także złote jabłuszko... ale tego już z rąk nie wypuszczę.


KONIEC.