Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


komisowym dać nie chciał i bądźcobądź postawił biuro swoje prowadzić i rozszerzyć — więc, idąc za radą przyjaciela, zaczął się starać o wdówkę...
Pani Julja straciła pierwszego męża przed pięcioma laty — przez tak długi czas może wyschnąć rzeczka, a cóż dopiero maleńki strumyczek łez niewieścich, a że pan Adam był mężczyzną w sile wieku i przystojnym, więc wdówka nie broniła się jak lwica, ale z przyjemnym uśmiechem na twarzy dała się zaprowadzić do ołtarza i została panią Adamową.
Gdy po weselu przyszło do obliczenia kapitałów, pokazało się, że poczciwy kasyer nie będzie miał czego pilnować i że bez narażenia złodziei na wielką pokusę, można kasę ogniotrwałą, jako mebel zupełnie zbyteczny, sprzedać — co też niezwłocznie uczyniono...
Tamten ktoś, co to kiedyś miał umrzeć i coś pani Adamowej zapisać, nietylko że nie umarł, ale ożenił się i ma syna...
Pan Adam widząc taki obrót rzeczy chciał się gniewać, ale że pani Julja posiadała szczególną umiejętność głaskania swego mężulka pod brodę, więc uspokoił się prędko i pogodził z losem. Z żoną dobrze żył, bo była kobiecina poczciwa i przywiązana do niego.
Ona zdołała nareszcie, wyperswadować mu wielkie biuro komisowe — i skłonić, aby się wziął do czegoś, coby było mniejsze, lecz pewniejsze. Próbowano rozmaitych przedsięwzięć, ale jakoś nie szło. Szerokie horyzonty, o jakich marzył swego czasu pan Adam, zwężały się coraz bardziej, interesa szły kulawo