Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


była zbyteczną, tembardziej, że śniadania odbywały się w handlu naprzeciwko. Zostawiano więc na czas nieobecności personelu chłopaka, który miał nakazane surowo, ażeby, w razie przybycia interesantów, lotem strzały biegł po panów do sklepu... Że chłopak, pomimo tak wyraźnego zalecenia, nigdy nie przerwał śniadania pracownikom biura, to przypisać trzeba nie innym względom, tylko publiczności, która potrzeby swoje załatwiała w innych instytucyach komisowych.
Po upływie pół roku pan Adam stracił humor, spochmurniał, zredukował personel do połowy, a biuro przeniósł na inną ulicę. Zmiana miejsca, według żydowskiego przysłowia, przynosi zmianę szczęścia, a jak w tym razie — nieszczęścia.
Ponieważ po zredukowaniu personelu, pan Adam miał do rozporządzeniu dwie posady a czterech przyjaciół, przeto zyskał na czysto dwóch wrogów i dwa procesy o odszkodowanie, które zakończył polubownie, zapłaciwszy swoim byłym współpracownikom trzymiesięczną pensyę, jako wynagrodzenie za zawód.
Po roku wegetacyi ta sama historya powtórzyła się z trzecim przyjacielem. Pozostał więc tylko jeden, poczciwy kasyer, który do końca umiał zachować uczucia przyjaźni — a nawet chciał, aby ten węzeł zacieśnił się jeszcze silniej i w tym celu zapoznał pana Adama ze swoją cioteczną siostrą, i przystojną wdówką, o której mówiono, że, niezależnie od przymiotów serca i duszy, posiada jakąś gotowiznę i sperandę, że gdy kiedyś ktoś umrze, to jej coś zapisze. Konjunktura ponętna... a że pan Adam za wygraną interesom